KROK 6/10 ZACZNIJ ODKŁADAĆ 10% DOCHODÓW 15 maja 2018

Łatwo powiedzieć, niestety dużo trudniej wykonać. I to wcale nie dlatego, że jakkolwiek byśmy się nie starali, zwykle na koniec miesiąca okazuje się, że z naszej pensji niewiele zostało, bo zawsze wyskakuje jakiś niespodziewany wydatek.

O tym, jak zweryfikować koszty i zoptymalizować wydatki, pozostawiając rezerwę na tzw. ekstrasy, pisałem, omawiając poprzedni „krok”. Wbrew pozorom odkładanie 10 proc. dochodów nie jest łatwe, mimo że to najczęściej zaledwie kilkaset złotych miesięcznie. Teoretycznie każdy czytający te słowa może uśmiechnąć się pod nosem i stwierdzić:

„A cóż to za filozofia? Tyle nawet ja mogę odkładać, nie muszę być milionerem”.

Święte słowa, tylko skoro jest to takie proste, dlaczego więc jest takie trudne? Jak zwykle w takich wypadkach, największym problemem jest nasza głowa, a raczej wszystko, co zostało w niąwdrukowane. Każdego dnia, każdej minuty marketingowcy całego świata robią, co w ich mocy, by nasze postanowienie o odkładaniu części zarobków szlag trafił. Wodzą nas na pokuszenie i my z przyjemnościątym pokusom się poddajemy.

Apetyt rośnie w miaręjedzenia, a gdy jesteśmy głodni, nie przetłumaczymy przecież sobie: „Zjem w przyszłym tygodniu czy miesiącu”. Nie! Nasz mózg wysyła sygnał: „Nakarm mnie, i to teraz, natychmiast!”.

Specjaliści od sprzedaży dóbr wszelakich doskonale wiedzą, jak odpowiednimi impulsami stymulować podświadomośćklientów, by pod wpływem emocji wydali pieniądze na dobra, które w danej chwili wydają się im niezbędne do życia, a nawet takie, bez których niemal nie potrafiliby oddychać. Dopiero potem przychodzi refleksja: „Czy ta rzecz naprawdę była mi w tym momencie potrzebna?”.

Dlatego też jedynym rozsądnym wyjściem jest stworzenie sobie swego rodzaju PRZYMUSU odkładania, podobnego do tego, jaki mamy, gdy zaciągamy kredyt. W umowie zawieranej z kredytodawcą zobowiązujemy się przecież do regularnego wpłacania raz na miesiąc określonej kwoty w formie raty przez ileś lat, zgodnie z ustalonym harmonogramem.

Nieraz „płaczemy, ale płacimy” i podobny mechanizm powinien obowiązywaćrównież w przypadku odkładania części miesięcznych dochodów. Mówiąc wprost, musimy mieć nad sobąjakiś kij, by za pewien czas schrupać ze smakiem marchewkę.

Przy tym nie chcę tu wcale powiedzieć, że to nasza słowiańska, polska dusza sprawia, iż nie potrafimy. Ludzie reagują w podobny sposób na całym świecie, wszędzie bowiem górę bierze nieograniczony apetyt, zwany konsumpcjonizmem. Nie potępiam go, wręcz przeciwnie, tyle że jestem zwolennikiem wydawania na przyjemności świadomie, czyli przede wszystkim na własny rachunek, z osobistego zgromadzonego w tym celu kapitału. Dzięki temu nie będzie kaca na drugi dzień.

Natomiast typowo polską specyfiką jest wylewanie dziecka z kąpielą. Mam tu na myśli politykę państwa
i jego instytucji wobec obywateli, którzy chcieliby regularnie, świadomie oszczędzać, lokując środkiw różnego rodzaju instrumenty inwestycyjne.

Instytucje o charakterze kontrolnym i nadzorczym, takie jak Komisja Nadzoru Finansowego czy Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów skutecznie bowiem niszczą wypracowywany od kilkunastu lat system. Najlepszym przykładem czego jest afera związana z wysokością opłat ponoszonych przez klientów przy wycofywaniu przed upływem umówionego terminuśrodków z funduszy ubezpieczeniowych.

Zastanawiam się, co tak naprawdę skłania do tego, by używać autorytetu państwa do traktowania ludzi jak idiotów, i to gremialnie? Odkąd Fenicjanie wymyślili pieniądze, zasada jest jedna – umowy działają w dwie strony i obligują je obie do konkretnej odpowiedzialności w razie zaistnienia określonych okoliczności.

W przypadku funduszy kara umowna, jaką zapłaci klient, jeśli wycofa oszczędności np. po dwóch latach wpłacania zamiast po umówionych dziesięciu, została zapisana właśnie po to, by gromadzone tam i pomnażane środki były NIENARUSZALNE!

Inaczej – gwarantuję – w większości przypadków wypłacano by je co chwilę, bo np. żona marzy o nowym futrze albo znajomi lecą właśnie do Meksyku i proponują nam wspólne egzotyczne wakacje. Opłata manipulacyjna ma na nas działaćniczym Esperal na alkoholika, trzymać z daleka – w naszym zresztą interesie – od własnych pieniędzy po to, byśmy nie wydawali ich w wyniku różnego rodzaju impulsów i zachowań stadnych, takich jak te w 2008 roku, gdy wybuchł kryzys.

Niemal wszyscy jak jeden mąż zaczęli wtedy wycofywać swój kapitał z rynku, gdyż wartość jednostek poleciała na łeb na szyję. Woleli stracić, ale mieć w ręku cokolwiek, z obawy przed tym, że zostaną z niczym. Ludzie mądrzy, wyedukowani finansowo, właśnie wówczas robili największe zakupy, bo było tanio jak nigdy.

Co ciekawe, o ile prawie każdy, ulegając panice, rzucił sięwycofywać swoje środki z powodu kryzysu, to jakoś nikomu nie przyszło do głowy, aby np. pozbyć się nieruchomości. Dlaczego więc sprzedawali jednostki funduszy, bo było tanio, a mieli opory, by spieniężać zakupione domy czy mieszkania, które również były relatywnie tanie i wyraźnie spadł na nie popyt?

Dlaczego w przypadku nieruchomości potrafili cierpliwie czekać, aż rynek odbije się od dna, a ceny wrócą przynajmniej do poziomu sprzed kryzysu? To przecież taka sama inwestycja kapitałowa jak każda inna, niosąca podobne ryzyko.

Jaki jest wobec tego efekt szkodliwej działalności państwa? Ano taki, że w ramach ochrony przed kijem zaproponowano Polakom marchewkę, tyle że jakoś mało kto ma na nią smak. Mam tu na myśli wymyślone przez jednego z najgorszych ministrów finansów w historii, Jacka Rostowskiego, Indywidualne Konta Zabezpieczenia Emerytalnego, czyli IKZE. Smaku marchewce miała dodawać możliwość Tworzenia odpisów podatkowych. A jednak – mimo przywilejów podatkowych – dla wielu osób chcących odkładać ma ona gorzki smak, bo daje dostęp do pieniędzy dopiero po osiągnięciu wieku emerytalnego.

O ile przymus wpłacania składek obliguje do regularnego odkładania, to odcięcie dostępu do tego ka- pitału przed ukończeniem sześćdziesiątego piątego roku życia sprawia, że mamy w zasadzie tylko jeden cel inwestycyjny. Może to być więc jeden z instrumentów, ale na pewno nie zasadniczy i jedyny. Zresztą o tym, jakim IKZE cieszy się zainteresowaniem,świadczą liczby po pierwszym półroczu 2014 roku – Polacy założyli ponad 493 tys. takich kont, na których, jak dotąd, zgromadzili przeszło 154 mln zł, co oznacza, że średnio na owym koncie znajduje się zaledwie 312 zł.

O tym, że zawsze warto odkładać część dochodów, lokując je w instrumentach, do których nie mamy zbyt łatwego dostępu, a przedterminowe zerwanie umowy jest obarczone opłatami, pokazuje przykład pewnego mojego klienta, pięćdziesięciopięcioletniego emerytowanego górnika.

Pan Jan zgłosił się do jednej z naszych spółek po kredyt na remont domu. Doradca przy okazji spo- rządził dla niego plan finansowy, aby mu uświadomić, że może realizować swoje marzenia nie tylko pożyczając pieniądze, lecz również regularnie je gromadząc.

Górnik emeryt zainteresował się tematem do tego stopnia, że oprócz kredytu zrobiliśmy mu dźwignię finansową, by mógł wcześniej z zysków spłacić pożyczony w banku kapitał, oszczędzając w ten sposób na odsetkach. Poza tym zadeklarował, że 10 proc. dochodów będzie dodatkowo odkładał do czasu osiągnięcia ustawowego wieku emerytalnego, czyli sześćdziesiątego siódmego roku życia.

Zgodnie z planem regularnie odkładał te 10 proc. w jednym z ubezpieczeniowych funduszy kapitałowych, co miało mu przynieść godziwy zysk za dwanaście lat. Warto w tym miejscu dodać, że dostęp do tych pieniędzy bez ponoszenia opłat z tytułu kar umownych mógł mieć dopiero po dziesięciu latach.

Nasz klient miał też – zgodnie z planem – osobne konto, na które odkładał trzykrotność tego, co
przekazywał na fundusz, ale za to z możliwością pełnego dostępu i wypłaty całości środków w każdej
chwili.

Pewnego dnia, po trzech latach inwestowania, pan Jan zadzwonił do nas i zaprosił do domu.

– Mam problem, przyjedźcie proszę, może coś wspólnie wymyślimy – powiedział, a jego głos nie brzmiał zbyt pewnie.

Na miejscu, przy kawie, opisał nam swoje kłopoty. Okazało się, że stan jego zdrowia znacznie się pogor- szył i pan Jan potrzebuje natychmiast większej gotówki na leczenie.

– Przecież ma pan już sporo pieniędzy na rachunku dobrowolnym – stwierdziłem.

Pan Jan spuścił głowę. – Niestety, prawie nic już tam nie ma. Mniej więcej pół roku temu, gdy jeszcze czułem się zdrów jak ryba, trafił mi się okazyjnie fajny wózek. Zawsze marzyłem o takim aucie, a że gotówka, i to już spora, bo wpłacałem kasę regularnie, była pod ręką, więc długo się nie zastanawiałem. Sam pan mówił, że trzeba też umieć sprawiać sobie w życiu radość – dodał.

W tej sytuacji jedynym wyjściem było wycofanie się z dwóch innych produktów, gdzie zgromadził pewną sumę. Ponieważ jednak były to fundusze z ograniczonym dostępem, wypłata kapitału wiązała się z utratą mniej więcej jednej trzeciej zgromadzonych tam środków, ze względu na opłaty za zerwanie kontraktu w niedługim czasie po podpisaniu umowy.

Poprosiłem klienta, by jeszcze raz wszystko przemyślał, bo jednak szkoda tych 30 proc. Odparł, że jego stan zdrowia jest na tyle poważny, iż nie wie, jak długo pożyje, być może – jeśli terapia się nie powiedzie – zostało mu tylko kilka miesięcy życia. Co ciekawe, w przygotowanym przez nas planie miał poza innymi produktami również propozycję polisy na wypadek zachorowania, ale nie zdecydował się na nią, uznając, że nie ma się czego obawiać, jeśli chodzi o kondycję organizmu. Postąpił tak jak większość, czyli uznał, że problem go nie dotyczy, chorują,owszem, ale inni.

Faktycznie nie było innego wyjścia, jak tylko wycofać kapitał z funduszy.

– A może sprzeda pan samochód? – zaryzykowałem.

– Może bym i sprzedał, ale pieniędzy potrzebuję na wczoraj, a auta tak od ręki nikt nie kupi, chyba że za dużo mniejszą kwotę – stwierdził.

– Mimo wszystko szkoda tych 30 proc., to niemała kasa, kilka tysięcy złotych piechotą nie chodzi, szczególnie, że tyle czasu pan odkładał – spróbowałem raz jeszcze. Jednak stanowczym tonem odpowiedział, że w obecnej sytuacji nawet nie myśli w tych kategoriach.

– Strata to byłaby w normalnych okolicznościach. I na pewno bym jej wam nie podarował. Dla mnie ważne jest co innego: gdybyście wtedy mnie niemal siłą nie zmusili do tego, żebym wpłacał na polisę, to dzisiaj w ogóle guzik bym miał. Zaraz bym wymyślił, co by tu jeszcze sobie kupić! Myśli pan, że mnie nie korciło, żeby przed mistrzostwami nowej plazmy naścianie nie powiesić? A tak przynajmniej mam gotówkę w garści. Teraz muszę ratować siebie, a te 30 proc., jeśli przeżyję, to jeszcze odrobię i wy mi w tym pomożecie – podsumował.

Kilka dni później, gdy już załatwiliśmy w jego imieniu wszystkie formalności z funduszem, kurier przyniósł do biura pakunek. Była to butelka markowego koniaku z dopiętą karteczką, na której niezgrabnym pismem pan Jan dziękował firmie za „ludzkie podejście do tematu” i za to, że dzięki naszym doradcom ma teraz nadzieję na uratowanie życia.

Jeżeli chcesz porozmawiać z jednym z moich Doradców – odpisz na ten mail.

Ale mam dzisiaj dla Ciebie coś jeszcze!! Przez cały tydzień na moim Fanpage odbywają się LIVE – 5 ekspertów odpowiada na 1 pytanie – JAK ZWIĘKSZYĆ DOCHODY – to link do wczorajszego z Magdaleną Pawłowską => https://youtu.be/VZvPhF1aVMs a już dzisiaj zapraszam na spotkanie z Marcinem Osmanem => 

https://www.facebook.com/FryderykKarzelek/videos/1700213336710896/

pozdrawiam

Fryderyk Karzełek

p.s Już za kilka dni KROK 7/10 ZWIĘKSZ SWOJE DOCHODY

Autor wpisu: GM-blog


Ciekawy wpis? Podziel się z innymi

Twoja opinia

Fryderyk Karzelek-min

JAK BUDOWAĆ WOLNOŚĆ FINANSOWĄ

 

Zapisz się na najbliższy webinar live Fryderyka Karzełka "Jak budować wolność finansową".


Osobisty program szkoleniowy multimilionera i mentora Fryderyka Karzełka.



Gratulacje! Sprawdź swoją skrzynkę mailową i potwierdź zapisanie się. Link do webinaru wyślemy do Ciebie w dniu webinaru. Do usłyszenia ;-)