KROK 5/10 ZWERYFIKUJ KOSZTY I ZABEZPIECZ SIĘ 11 maja 2018

W korporacji weryfikacja kosztów, czyli de facto ich cięcie, wzbudza zazwyczaj blady strach wśród pracowników. Oznacza bowiem, że kadrowiec pospołu z księgową siadają nad listą płac i ścinają tych najlepiej zarabiających czy generujących największe koszty. Podobnie, choć nie tak drastycznie, powinno to wyglądać w przypadku naszego domowego budżetu. Jeśli sięgniemy do starych notesów sprzed kilku lat albo po prostu przejrzymy historię swojego rachunku bankowego, szybko dojdziemy do wniosku, że jeszcze niedawno wydawaliśmy na życie połowę tego co teraz. Dlaczego?

Ponieważ zarabialiśmy również połowętego, co obecnie. To klasyczny przykład II prawa Parkinsona: „Nasze wydatki rosną wraz z dochodami”. Największą sztuką i zadaniem, jakie mamy przed sobą, będzie więc złamanie tego prawa i osiągnięcie stanu, w którym dalej będziemy zarabiać jak dziś, za to wydawać na poziomie podobnym do tego sprzed kilku lat.

To jest do zrobienia!

Przynajmniej na naszym osobistym poletku, bo niestety jeśli spojrzymy globalnie, to znowu nie da się wiele dobrego powiedzieć o miłościwie nam panujących. Rząd od lat boryka się z deficytem finansów publicznych i ile by pieniędzy nie sypał, to i tak dziury budżetowej nie zasypie, ponieważ zamiast ciąć wydatki, zadłuża sięa conto przyszłych owoców wzrostu. Tyle że ten wzrost nie następuje w takim tempie, by te owoce były naprawdę dorodne i pozwoliły zaspokoić coraz większy apetyt.

Weryfikacja naszych miesięcznych kosztów utrzymania powinna obejmować wszystkie możliwe wydatki. Uginamy się pod ciężarem kilku różnych rat kredytowych?

To może warto zaciągnąć kredyt konsolidacyjny, którym spłacimy inne wysoko oprocentowane pożyczki, by zredukować kwotę miesięcznego zobowiązania? Paliwo do samochodu kosztuje nas kilkaset złotych miesięcznie. Jeśli chcemy wydawać mniej, zawsze możemy zainwestować w instalację LPG albo wymienić auto na takie z silnikiem Diesla. Ogrzewanie gazowe pochłania co zimęprawdziwy majątek? Kwoty idące w grube tysiące możemy znakomicie pomniejszyć, inwestując np. w efektywny kominek z rozprowadzonymi nadmu- chami czy w piec na ekogroszek itp.

To samo dotyczy nawet naszego ROR-u. Prowadzenie niektórych kont bankowych kosztuje po kilkadziesiąt złotych miesięcznie. To w skali roku kilkaset złotych, a prze- cież możemy wybierać wśród bezpłatnych lub kosztujących przysłowiowe grosze. Wszystko to sprawia, że rocznie w naszym portfelu może pozostaćnawet kilka tysięcy, które – jeśli je umiejętnie zainwestujemy – zaczną dla nas zarabiać.

Podobnie rzecz ma się z ubezpieczeniami. Polisy powinny być dopasowane do naszych potrzeb.

  • Po co wyrzucać w błoto nieraz po kilkaset złotych, korzystając z różnego rodzaju ubezpieczeń grupowych, z których pieniądze wypłacane są w przypadku urodzenia dziecka czy śmierci teściowej?
  • Czy nie właściwiej byłoby ubezpieczyć siebie na wypadek utraty zdrowia czy śmierci po to, by dziecko, gdy dotknie nas nieszczęście, nie cierpiało biedy?
  • Dlaczego ubezpieczając dom, tak łatwo godzimy się na wariant, w którym odszkodowanie wypłacane jest według wartości rzeczywistej, a nie odtworzeniowej?

Najczęściej z dwóch powodów: elementarnej niewiedzy bądź niższej stawki.

Tyle że to pozorna oszczędność, bo gdy dojdzie do nieszczęścia, odszkodowanie na pewno nie wystarczy na przywrócenie stanu pierwotnego naszej nieruchomości. Przykłady można mnożyć. Pół biedy, jeśli przy rozdętych kosztach miesięcznych stać nas na ich ponoszenie. Cieszymy się, że nie brakuje nam od pierwszego do pierwszego. Są jednak sytuacje, w których stan ten może się dramatycznie i błyskawicznie zmienić.

Do mojej firmy zgłosił się roztrzęsiony, poważnie wyglądający mężczyzna, po którym – poza nieszczęściem na twarzy – widać było wysoką pozycjęspołeczną. Jak się wkrótce okazało, człowiek ten zajmował bardzo poważne stanowisko we władzach jednej z uczelni. Przełamując poczucie wstydu, poprosił o osobistą rozmowę w cztery oczy.

Z jego opowieści szybko okazało się, że o ile w życiu zawodowym był wysokiej klasy profesjonalistą, to na niwie prywatnej nie układało mu się już tak dobrze, a w sprawach finansowych wszelkie próby, jakie czynił, by stanąć na nogi kończyły się spektakularnąklapą.

Po prostu w żaden sposób nie radził sobie z zarządzaniem swoim majątkiem, a głównym lekar- stwem na problemy z kasą było branie kolejnych kredytów, którymi spłacał te wcześniej zaciągnięte. W efekcie takiej polityki mężczyzna był kompletnie zrujnowany.

Sprawę pogarszał fakt, że uczelnia mająca w tym czasie problemy ekonomiczne poważnie zmniejszyła mu zarobki, przez co brakowało mu pieniędzy na comiesięczne raty kredytów. Bał się, że wkrótce do jego drzwi zapuka komornik, a do pracy wpłynie zawiadomienie o zajęciu wynagrodzenia, co będzie szczególnie kompromitujące wobec kadry i studentów, bo – jak sądził – taka informacja pocztą pantoflową szybko się rozprzestrzeni po całej uczelni.

Odkąd wpadł w spiralę długów, każdy dzwonek telefonu przyprawiał go o palpitację, unikał też odbie- rania listów poleconych, jednym słowem – zaczął ukrywać się przed wierzycielami. Coraz rzadziej wychodził z mieszkania, w którym zresztą od jakiegośczasu był jedynym lokatorem, bo atmosfera w domu stała się tak nieznośna, że żona postanowiła sięwyprowadzić, zabierając ze sobą dzieci.

– Będzie ciężko, poza tym uprzedzam, że przez kilka najbliższych tygodni będzie pan musiał miećwyjątkowo grubą skórę i przygotować się do walki z bankami, ale zrobię wszystko, co w mojej mocy, by panu pomóc – powiedziałem.

Na początek oddelegowałem do jego dyspozycji jednego z moich pracowników, który dokładnie policzył wszystkie zobowiązania. Okazało się, że nasz nowy klient miał w sumie 450 tys. zł długów z tytułu kart kredytowych i kilku kredytów, za co musiał miesiąc w miesiąc wpłacać na konta banków i para- banków około 12 tys. zł, podczas gdy jego zarobki nie przekraczały na tamtą chwilę 7 tys. zł.

Akcja ratunkowa zaczęła się od analizy najbardziej zagrożonych windykacją zobowiązań i od wizyt klien- ta wraz z naszym doradcą w bankach. Pierwszym sukcesem było wynegocjowanie w PKO BP obniżenia raty kredytu gotówkowego z 5600 zł na 2800 zł. Przy okazji udało się też zmienić harmonogram spłaty na taki z wydłużonym okresem. Z kolei w Credit Agricole zgodzili się na obniżenie kwot wymagalnej minimalnej spłaty przez kwartał, co było o tyle istotne, że ów mężczyzna miał tam aż trzy „plastiki”. Trzeba też było dogadać się na nowych, korzystniejszych warunkach z Providentem. To był pierwszy etap – pomogliśmy doraźnie.

W przenośni można powiedzieć, że chodziło o to, by pacjent dzięki reanimacji przeżył i odzyskał przytomność. Następnie przyszedł czas na ustabili- zowanie jego stanu. Problem stanowił status klienta, jaki wynikał z raportu BIK, teoretycznie eliminujący go z grona potencjalnych kredytobiorców w każdym banku w Polsce. Wykluczało to jakikolwiek kredyt konsolidacyjny, który diametralnie zmieniłby jego rozpaczliwe położenie. A w kolejce do spłaty cze- kały kolejne banki: między innymi Deutsche Bank i BZ WBK.

Jedynym majątkiem owego mężczyzny było mieszkanie, bardzo nisko zresztą wycenione przez jeden z banków, w dodatku obciążone służebnością, co w praktyce uniemożliwiało szybką sprzedaż. Ale znaleźliśmy wyjście z sytuacji: udało się namówićprzyjaciółkę rodziny tego pana na wzięcie pożyczki hipotecznej w wysokości 170 tys. zł, której za-bezpieczeniem była jej nieruchomość.

Pieniądze miały posłużyć do spłaty reszty długów. Niestety postawa przedstawicieli niektórych banków, a szczególnie ich działów windykacji, nie napawała optymizmem. Klient wraz z naszym przedstawicielem wysłuchiwali kolejnych tyrad, jakim to trzeba być nieodpo- wiedzialnym itp., żeby doprowadzić do takiego stanu. Płaczu nad rozlanym mlekiem było zdecydowanie więcej niż refleksji nad rzeczowym rozwiązaniem problemów.

OK, stało się, ale teraz znajdźmy wyjście z sytuacji we wspólnym, dobrze pojętym interesie. Dzięki podejściu z chłodną głową, bez emocji, naszemu doradcy udało się wynegocjować dogodne terminy spłat w DB, a BZ WBK zrezygnował z karnych odsetek. Podobny gest miał uczynić kolejny bank, ale mimo wyższej kultury, jaką się szczyci, i słownej obietnicy, nigdy tego nie uczynił, a nawet domagał się całej kwoty powiększonej o dodatkowy procent.

Ustalenia na linii klient – doradca – banki trwały na tyle długo, że pozwoliło to naszym specjalistom od nieruchomości sprzedać w końcu mieszkanie mężczyzny, załatwiając przy okazji zniesienie służebności.

Była to karkołomna operacja, zważywszy, że osoby, które mogłyby rościć sobie jakieś prawa do tej nieruchomości, albo nie żyły, albo były już w bardzo podeszłym wieku i mieszkały na stałe poza granicami kraju. Formalności ostatecznie dopięto, nasz klient przeprowadził się do żony i dzieci, które zajmowały lokal komunalny.

Dziś jest już innym człowiekiem, odzyskał równowagę psychiczną, z pew- nością też śpi spokojniej. Udało mu się nawet naprawić relacje z najbliższymi. Doszło do tego, że kasy pilnuje teraz żona, która wydziela mu kieszonkowe. I najważniejsze: miesięczne zobowiązania udało się zmniejszyć do kwoty 4,5 tys. zł. Gdy już ochłonął po tych dramatycznych wydarzeniach, spotkaliśmy się ponownie, ale w przyjemniejszym celu.

Stworzyliśmy konkretne plany finansowe mające zabezpieczyć przyszłość jego, żony i dzieci. Syste- matycznie odkłada zadeklarowane kwoty. Jest ubez- pieczony na życie w taki sposób, by rodzina nie pozostała bez środków do życia, gdyby cokolwiek mu się przytrafiło. Cały czas pozostaje pod opieką naszych doradców. Co ciekawe, podczas tego spotkania przyznał się, że próbę kontaktu z nami podjął już rok wcześniej, gdy tylko wpadł w pierwsze tarapaty, ale wtedy zabrakło mu odwagi, by po rozmowie telefonicznej przyjechać na spotkanie. Bez złośliwości wyliczyliśmy mu, że gdyby wówczas przełamał wstyd i jednak spotkał się z nami, być może dziś byłby mniej stratny, i to o jakieś 100 tys. zł. Nigdy nie jest za późno na zweryfikowanie swoich kosztów, jednak zdecydowanie lepiej to zrobić, zanim znajdziemy się na krawędzi.

Wystarczy spotkać się z profesjonalistami, a wstyd i źle pojęte poczucie dumy warto głęboko schować. Prawdziwy doradca finansowy nigdy bowiem nie ocenia klienta, jego zadaniem jest wyprowadzenie go na prostą, gdy tylko pojawia siętaka konieczność.

Jeżeli jeszcze nie zapoznałeś się z krokami 1,2,3 i 4 przejdź do strony: http://blog.graomilion.pl

Jeżeli chcesz stworzyć swój plan pod moim okiem – zarezerwuj swój czas w dniach 23, 24, 25 maja codziennie o 20:00 przez 2 godziny podczas bezpłatnych webinarów będę z Tobą krok po kroku pracował nad zwiększeniem dochodów zaczynając od zrobienia planu finansów i kariery: Zapisz się => http://graomilion.getleads.pl/wyzwanie/

Fryderyk Karzełek

Autor wpisu: GM-blog


Ciekawy wpis? Podziel się z innymi

Twoja opinia

Fryderyk Karzelek-min

JAK BUDOWAĆ WOLNOŚĆ FINANSOWĄ

 

Zapisz się na najbliższy webinar live Fryderyka Karzełka "Jak budować wolność finansową".


Osobisty program szkoleniowy multimilionera i mentora Fryderyka Karzełka.



Gratulacje! Sprawdź swoją skrzynkę mailową i potwierdź zapisanie się. Link do webinaru wyślemy do Ciebie w dniu webinaru. Do usłyszenia ;-)