KROK 7/10 DOPASUJ SWOJE DOCHODY DO PLANU 22 maja 2018

Jak pamiętamy, w podejściu do finansów ludzie dzielą się na dwie kategorie: tych, którzy dopasowują. Życie do dochodów, oraz tych, którzy dopasowują dochody do standardu życia, jaki chcieliby wieść.

Ci pierwsi zwykli mawiać, że jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. To nic innego jak dorabianie ideologii do smutnego faktu, że pogodziliśmy się z niezbyt udanym życiem, poddaliśmy się. Sami zawiesiliśmy sobie szklany sufit tuż nad głową, tłumacząc to niemożnością przeskoczenia pewnych barier.

„Jestem urzędnikiem, zarabiam tyle, ile wynika z ustawy, albo jestem nauczycielem, więc nie zarobięwięcej, niż określa to ministerialne rozporządzenie. Moje życie jest niesatysfakcjonujące, ale muszęporuszać się w granicach tego, co już mam, oby nie było gorzej” – myślimy.

Wmawiamy sobie oczywistą bzdurę, nie ma bowiem sytuacji, w której nie moglibyśmy czegoś zmienić. Anglosasi w takim przypadku mają wypróbowane hasło:

„Pokochaj to, rzuć albo zmień”.

Nic bowiem nie stoi na przeszkodzie, by przemodelować swoje życie. Trzeba tylko, o czym już wielokrotnie pisałem, podjąć takądecyzję. Przecież, na zdrowy rozum, w każdej chwili możemy się przekwalifikować albo poszerzyć umiejętności. Wystarczy inaczej myśleć:

„Skoro jestem urzędnikiem i należę do grupy pracowników najemnych, mogę jednocześnie próbować swoich sił jako ekspert. Da mi to na początek znakomitą furtkę do powiększenia dochodów. A jeśli zapotrzebowanie na moją wiedzę i umiejętności będzie coraz większe, postaram się przesuwać balans z jednego systemu na drugi i na odpowiednim etapie po prostu przenieść sięz grupy pracowników najemnych do grona ekspertów”.

Jednym słowem – zawsze jest jakieś wyjście, trzeba tylko chcieć.

Wiem, pięknie to brzmi, tylko gorzej wygląda w zderzeniu z rzeczywistością. Czy oby na pewno?

Owszem, dla ludzi, którzy są niekonsekwentni, zapewne tak. Ale dla tych, którzy są naprawdę zdeterminowani w działaniu, bo podjęli decyzję i zrobili plan, nie jest to w najmniejszym stopniu równoznaczne z wyprawą na Marsa. Zgadzam się, że w wielu wypadkach będzie to wymagało np. porzucenia dotychczasowej ścieżki kariery i zaplanowania wszystkiego od nowa, ale – mimo czasami dośćwysokiego ryzyka – jest to wykonalne. Sporo osób ma zrozumiały lęk przed skokiem na głęboką wodę, sam byłem pełen obaw, gdy już doszedłem do ściany.

Zasadniczym problemem przy dopasowywaniu dochodów do planu jest sposób, w jaki będziemy zwiększać swoje zarobki.

Mamy cztery możliwości powiększania dochodu:

– w ramach obecnego systemu, np. wzięcie dodatko- wego etatu czy wypracowanie nadgodzin;

– poprzez dodatkowy dochód w innym systemie, np. występowanie w roli eksperta w oparciu o wiedzęi doświadczenie zdobyte w dotychczasowym, najczęś- ciej pracowniczym systemie (mogą to być chociażby szkolenia, wykłady etc.);

– poprzez całkowitą zmianę systemu zarabiania, jak np. rezygnacja z ciepłej, ale kiepsko płatnej posadki i rozpoczęcie działalności gospodarczej albo teżcałkowite pozycjonowanie się w roli eksperta, jeśli przynosi nam to maksymalny dochód, ale i pochłania lwią część czasu przeznaczonego na pracę, nie ma bowiem sensu ślęczenie przez osiem godzin w biurze, skoro w tym czasie możemy zarobić wielokrotnie więcej np. w roli szkoleniowca;

– poprzez połączenie kilku systemów, np. prowadzenie działalności oraz występowanie w roli eksperta i jednoczesne czerpanie dochodów z systemu rentier- skiego (np. z wynajmu nieruchomości).

To, jak należy poruszać się po poszczególnych systemach, pokazuję w Grze o Milion. www.graomilion.pl

Czegokolwiek jednak nie będziemy robić w jakimkolwiek z systemów, pamiętajmy jedno:
zawsze i wszędzie pracujmy przede wszystkim dla siebie! Wtedy, bez względu na pozycję zawodową czy szczebel kariery, będziemy mieć możliwośćzwiększenia swoich dochodów.

Jak zatem dokonać tego w systemie pracowniczym, czyli najemnym? Na rynku pracy jako osoby do wynajęcia stanowimy określoną wartość, jesteśmy więc warci tyle, ile ktoś jest gotów za wykonywane przez nas zadania zapłacić. Identycznie jest w firmie, która aktualnie nas zatrudnia. Zarabiamy tyle, ile gotów jest nam zapłacić pracodawca, zgodnie z jego wizją naszej przydatności dla przedsiębiorstwa w danym czasie. Podobnie jest zresztą na rynku nieruchomości, gdzie konkretny dom czy mieszkanie są warte tyle, ile gotowi są za nie wyłożyć potencjalni nabywcy. W czasie koniunktury gospodarczej ceny relatywnie rosną, a podczas kryzysu spadają.

Tu teżwidać analogię: gdy gospodarka mocno się rozkręca i zaczyna brakować rąk do pracy, zatrudniający są gotowi zapłacić więcej, bo zwiększa się popyt na pracowników i trzeba ich czymś zmotywować. Jeśli zaś przychodzi recesja i rynek pracy zapełnia się bezrobotnymi, nasza wartość spada, a co za tym idzie, maleje również suma pieniędzy, której możemy oczekiwać.

Zawsze możemy negocjować z pracodawcąwysokość wynagrodzenia. Pamiętajmy jednak, że to, co osiągniemy, zależy od trzech subiektywnych czynników:

  1. naszego postrzegania własnej osoby, tego jak widzi nas pracodawca oraz od osobistych zdolności negocjacyjnych. Przy tym są dwa warunki niezbędne, by otrzymać podwyżkę: szef musi móc i musi chcieć. Jeśli ma możliwości, ale nie ma chęci, to piłka jest po naszej stronie, czyli postarajmy się go przekonać, że powinien chcieć.
  2. Największym błędem popełnianym w trakcie tego typu rozmów jest przyjmowanie postawy roszczeniowej lub robienie z siebie ofiary, mówimy np. że chcielibyśmy podwyżkę, bo urodziło nam się dziecko i wzrosły koszty utrzymania lub bank przysłał nowy harmonogram spłat kredytu i musimy od następnego miesiąca zarabiać więcej, bo inaczej nie będzie nas stać na raty.
  3. Nie jest też żadnym argumentem fakt, że mamy dość długi staż pracy, a cały czas zarabiamy tyle samo, bądź taki, że któryś ze współpracowników już dostał podwyżkę, więc siłą rzeczy też byśmy chcieli. Myślmy o sobie i wyłącznie przez pryzmat własnej osoby. Współpracownicy czy zespół są w tym momencie najmniej istotni.

Tymczasem bardzo często padamy ofiarą źle pojmowanej lojalności. Wydaje nam się, że jeśli mamy coś ugrać, powinniśmy to robić wspólnie, a więc pójść do szefa większą grupą, bo łatwiej się wtedy ugnie. To błąd logiczny – przecież ten ostatni prędzej doceni lojalność wobec niego niż w stosunku do współpracowników.

W końcu – jeśli położylibyśmy lojalność na szali – nasze zatrudnienie i wysokość pensji nie zależą od załogi, tylko od szefa. Powinniśmy więc traktować go w ten sam sposób, w jaki traktujemy klienta, prowadząc działalność gospodarczą, z tą różnicą, że jest naszym jedynym klientem.

Przecież to od relacji z nim, w tym od lojalności, zależy, czy będziemy na tej współpracy długofalowo zarabiać, czy też nie. Te same zasady obowiązująw przypadku relacji z pracodawcą, który zatrudniając nas, de facto kupuje od nas usługę, jaką jest praca dla niego, i za to właśnie nam płaci. Warto mieć tego świadomość, rozpoczynając rozmowę na temat podwyżki.

Nie będę tu opisywał technik negocjacji, bo zależąone od bardzo wielu czynników, w tym m.in. od cech osobowości. Ważniejsza w tym momencie będzie nasza postawa w pracy. Wówczas to pracodawca będzie musiał rozważyć, co może być dla niego bardziej opłacalne – ewentualna cena naszego odejścia z firmy czy koszt związany z koniecznością przyznania podwyżki.

Utrata pracownika, który jest w swojej dziedzinie specjalistą, wiąże się przecież z wymiernymi stratami. Nie dość, że nie zarobi już dla przedsiębiorstwa konkretnych pieniędzy, to jeszcze trzeba mu będzie np. zapłacić odprawę czy ekwiwalent za niewykorzystany urlop. W dodatku rekrutacja też sporo kosztuje, poza tym może trwać wiele tygodni. W tym czasie wakat nie generuje zysków, tylko straty. Zachodni eksperci ds. HR szacują, że koszt odejścia pracownika może przekroczyć jego dwunastomiesięczne uposażenie.

Jaką zatem powinniśmy przyjąć postawę?

1. Wykazujmy zaangażowanie: jeśli coś robimy, róbmy to z pasją i pokażmy, że nam na tym zależy.

2. Przejmujmy odpowiedzialność: unikajmy odpo- wiedzi, że coś nie należy do naszych obowiązków, jeśli coś jest do zrobienia, to po prostu warto to zrobić, dawajmy z siebie więcej, niż się od nas oczekuje.

3. Poszukujmy problemów i rozwiązujmy je: kon- centrujmy się na wynikach pracy, a nie na czasie, jaki temu zajęciu poświęcamy.

4. Rozwijajmy się: niech pracodawca widzi, że zdo- bywamy nowe kompetencje, poszerzamy wiedzęw dziedzinie, którą się zajmujemy, i stajemy się coraz lepsi.

5. Bądźmy pozytywnie nastawieni: unikajmy ciągłe- go narzekania, pracodawcy nie lubią malkontentów, szczególnie takich, którzy rozpowszechniają plotki i obgadują kierownictwo, wcześniej czy później to i tak wychodzi na jaw, bo „życzliwych” nie brakuje.

6. Wykorzystujmy czas w pracy efektywnie: nie za- łatwiajmy prywatnych spraw, nie serfujmy po Interne- cie w celach rozrywkowych, nie traćmy bezsensownie cennego czasu.

7. Miejmy poczucie własnej wartości, pokazujmy nieprzeciętność: to że pozytywnie myślimy o sobie, będzie z nas emanować, pozwólmy się dostrzec, nie ukrywajmy się po kątach.

8. Utożsamiajmy się z firmą, jej misją, zadaniami i celami: bądźmy transparentni, miejmy przekonanie, że w swojej dziedzinie jest to najlepsza firma na świecie.

Celowo skupiłem się na systemie pracowniczym, ponieważ jest on najpowszechniejszy. Sporo osób marzy, by się z niego wyrwać, ale niestety natrafia na wiele przeszkód, najczęściej związanych z brakiem pieniędzy na start.

Nie mogą więc pozwolić sobie na uruchomienie działalności gospodarczej bądź nie mająna nią żadnego pomysłu. Z powodów ekonomicznych nie mają również szans na stanie się franszyzobiorcami. Nie będą też zarabiać w systemie eksperckim, bo ich wiedza nie jest na tyle specjalistyczna albo nie ma na nią wystarczającego zapotrzebowania.

W takiej sytuacji, jeśli chcą zwiększyć swoje dochody, idealnym rozwiązaniem może być sprzedażbezpośrednia w którejś z globalnych sieci dystrybucyjnych. Możliwości jest wiele: od kosmetyków czy suplementów diety po odkurzacze, każdy więc ma szansę znaleźć odpowiedni asortyment. Co więcej, biznes ten jest pomyślany w taki sposób, że podjąć sięgo może praktycznie każdy, o ile oczywiście dana siećoparta jest o sprawdzony, skuteczny system. Świadcząo tym liczby. Tylko w samej Unii Europejskiej roczna wartość sprzedaży w sektorze MLM wynosi aż 23 mld euro,
z kolei w naszym kraju obroty tej branży sięgają 3 mld zł. Na rynek wchodzą kolejni duzi gracze, widząc ogromne perspektywy rozwoju, tym bardziej, że potencjalni klienci mają coraz mniej czasu na odwiedzanie tradycyjnych sklepów, a więc w naturalny sposób stają się coraz bardziej skłonni do korzystania z alternatywnych rozwiązań.

Z każdym rokiem poprawia się też opinia na temat sieci sprzedaży bezpośredniej, nadszarpnięta w latach 90. przez zamieszanie wokół firmy Amway. Skrzywiony obraz, głównie przez medialny przekaz, w którym skupiano się przede wszystkim na szukaniu taniej sensacji, pokazywał to, co zazwyczaj dobrze się sprzedaje, czyli negatywne opinie. Można było odnieść wrażenie, że dystrybutorzy MLM to rodzaj sekty bądź dobrze zorganizowanej piramidy finansowej.

Nie twierdzę, że – jak w każdym środowisku czy branży – nie zdarzają się tam czarne owce czy wątpliwej reputacji firmy, ale z własnego doświadczenia i obserwacji wiem, że większość to z mozołem budowane biznesy, do których przekonuje się rocznie po kilka tysięcy osób. Mój niegdysiejszy uczeń, a obecnie przedsiębiorca zatrudniający około trzech tysięcy osób, twórca jednej z takich sieci, na pytanie, kto może sięzajmować sprzedażą, rozwiewa wątpliwości i odpowiada z pełnym przekonaniem:

„Wystarczy, że oddychasz i masz ukończone osiemnaście lat”.

Trzeba tylko wybrać firmę, która ma funkcjonujący system szkoleń, a nie jedynie się nim przechwala. Będzie to bowiem oznaczało, że faktycznie chce inwestowaćw ludzi, a tym samym pozwala im na nabycie nowych kompetencji. To już połowa sukcesu, bo nawet jeśli okaże się, że akurat cechy osobowości z jakichśprzyczyn uniemożliwiają nam rozwinięcie skrzydeł w sektorze MLM, to z pewnością wyniesione ze szkoleń wiedza i umiejętności oraz kontakty okażą sięcenne w każdym innym obszarze naszej kariery. A jeśli połkniemy bakcyla, sprzedaż bezpośrednia otworzy przed nami naprawdę sporo możliwości. Od zmiany środowiska po autentyczny rozwój osobisty. Zdziwilibyście się, gdybyście wiedzieli, jak bogaty jest przekrój przedstawicieli różnych środowisk trudniących się sprzedażą bezpośrednią: od „matek Polek” zajmujących się na co dzień domem i dziećmi po naukowców, sportowców i posiadających już znaczny majątek przedsiębiorców.

To chyba jedyny system, w którym nawet jeśli nie będziecie mistrzami sprzedaży, i tak zarobicie – wystarczy, że kilku takich mistrzów dla sieci odkryjecie. Znam osobiście takie przypadki. Ludzi, którzy zaczynali od zera, a dziś żyją z tego, że budując strukturę, z czasem stali się regionalnymi czy krajowymi liderami.

Oczywiście, żeby osiągnąć taki status, trzeba wybrać odpowiednią firmę, oferującą produkty, z którymi możemy się utożsamiać. Nie ma nic ważniejszego niżtowar, który broni się jakością oraz dystrybutor, który się z nim identyfikuje. Rzetelne firmy łatwo rozpoznać po tym, jakie dają wsparcie: ważne, byśmy mogli liczyć na pomoc nieustannie, na każdym etapie działalności. W przeciwnym razie nie zarobimy, a tym samym nie zarobi też firma, której jesteśmy dystrybutorem. Dlatego szerokim łukiem należy omijać te podmioty, które działają na zasadzie „nie radzisz sobie, to wypadasz”. Zanim zdecydujemy się na dołączenie do sieci, sprawdźmy, kto fizycznie stoi za firmą, co robił wcześniej, jaką ma reputację. Zdarza się bowiem, że na czele stoi pan „iks” z kontem na Kajmanach, a jego biznes powstał na trzy miesiące tylko po to, by wydrenować kieszenie kilkuset naiwnych.

Zaczynajmy od małych kroków, przeznaczając na nowe zajęcie np. godzinę dziennie. Wraz z efektami będziemy mogli wówczas zwiększaćswoje zaangażowanie. Znam nauczycielkę z wieloletnim stażem, która właśnie w ten sposób zaczynała.

Nie wyobrażała sobie życia bez etatu, a dziś, gdy zbudowała własną sieć i pracuje na nią kilkadziesiąt osób, dostaje gęsiej skórki na samą myśl o powrocie do pracy w szkole.

Sprzedaż bezpośrednia ma tę unikalną cechę, że rozpoczynając ten rodzaj działalności i pokonując kolejne szczeble drabinki w strukturze firmy, siłą rzeczy poprzez nabywanie kolejnych kompetencji, zdobywanie wiedzy i doświadczenia, zaczynamy być ekspertami w takich dziedzinach, jak marketing, zarządzanie czy PR. A tego raczej nie dadzą nam nawet najlepsze uniwersytety.

Jeżeli chcesz więcej wskazówek – zajrzyj do działu na moim blogu: Jak zwiększyć dochody 🙂

Fryderyk Karzełek

Autor wpisu: GM-blog


Ciekawy wpis? Podziel się z innymi

Twoja opinia

Fryderyk Karzelek-min

JAK BUDOWAĆ WOLNOŚĆ FINANSOWĄ

 

Zapisz się na najbliższy webinar live Fryderyka Karzełka "Jak budować wolność finansową".


Osobisty program szkoleniowy multimilionera i mentora Fryderyka Karzełka.





Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Heksagon Sp. z o.o. ul. Mickiewicza 29 40-085 Katowice, w celu udzielenia odpowiedzi, w tym przedłożenia oferty jeśli o nią pytam. Moje dane osobowe będą przetwarzane do czasu cofnięcia zgody lub przez okres niezbędny do ustalenia, dochodzenia lub obrony roszczeń. Mam prawo dostępu do danych, sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, prawo sprzeciwu, prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego i prawo do przeniesienia danych.

Gratulacje! Sprawdź swoją skrzynkę mailową i potwierdź zapisanie się. Link do webinaru wyślemy do Ciebie w dniu webinaru. Do usłyszenia ;-)